Ponieważ grudzień jest okresem, kiedy słońce pokazuje się tylko swój poblask, wszelkie świąteczne ozdoby nadają miastu specyficzny nastrój.
Również na Grenlandię dotarła gorączka bożonarodzeniowych zakupów. Prezentów trzeba kupić naprawdę dużo, bo jak wiemy społeczność jest bardzo mała i każdy ma duża rodzinę i grono znajomych.
która jest wielką atrakcją dla wszystkich dzieci
Na rynku pojawiają się również choinki. Choć cena jest jak na moje mniemanie dość wysoka, rozchwytywane są niemalże natychmiast. tylko nieliczni zdecydują się dziś na ”tradycyjną” grenlandzka choinkę. Do jej wykonania potrzebny jest gruby pal z nawierconymi dziurami w które wtyka się zebrane latem gałęzie. Dobrze zrobiona niczym nie odbiega od naszego świerku, a choć gałęzie leżały zamrożone przez kilka miesięcy, wciąż mają charakterystyczny, letni zapach.
W pierwszą niedzielę adwentu wszystkie rodziny spotykają się na placu przed ratuszem gdzie ustawiana jest gigantyczna choinka przywieziona z Danii lub Norwegii. Miejski chór śpiewa kolędy, a dzieci z rodzicami tańczą wokół choinki trzymając się za ręce. Po pewnym czasie z biura burmistrza zjeżdża mikołaj.
Ponieważ św. Mikołaj mieszka w Grenlandii, prezenty dostarczone są już 24 grudnia nad ranem. Tak jak w Polsce rozkłada się je obok choinki (nie zmieszczą się wszystkie pod choinka). Od rana goście ”przeszkadzają” w przygotowaniach do wigilijnej kolacji. Rodzina i krąg znajomych jest tak duży, że nie wszyscy zmieszczą się przy jednym stole.
Dzieci, które nie będą uczestniczyły we wspólnym posiłku po odbiór prezentów zgłaszają się same. Dlatego na własnej skórze doświadczyłem jak ważne jest zakupienie kilku dodatkowych i uniwersalnych podarunków. Nie można po prostu pozwolić sobie na pominiecie kogokolwiek z dzieci. W podzięce za prezenty dzieci chętnie zaśpiewają grenlandzką kolędę lub zarecytują bożonarodzeniowy wierszyk.
Większość prezentów jest więc rozdzielona, zanim zasiądzie się do stołu. Znana w Polsce tradycja o czekaniu na pierwsza gwiazdę na pewno by się na Grenlandii nie sprawdziła, gdyż gwiazdy widzimy praktycznie przez cały dzień. Większość rodzin do stołu zasiada wiec ok. godziny 6. Na stole wigilijnym znajdziemy kaczkę, baraninę lub renifera. Jako deser na pewno skosztujemy pysznego ryżu a la mande (ryż na mleku z drobno pomielonymi migdałami i konfiturą wiśniową).
My zdecydowaliśmy się spędzić naszą pierwsza wigilję we troje. Chcieliśmy by była to polsko-grenlandzka kolacja, wiec złożyłem u mamy zamówienie na paczkę zawierającą barszcz i polskie suszone grzyby. Jako pierwsze danie zaplanowałem barszcz z uszkami, miął być tez opłatek i polskie kolędy. Jak to często na Grenlandii bywa to pogoda zweryfikowała nasze kulinarne plany. Paczka z Ojczyzny przyszła kilka dni za późno. Co się odwlecze to nie uciecze, barszcz z uszkami zjedliśmy w sylwestra a opłatkiem podzieliliśmy się w Nowy Rok.
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o grenlandzkich tradycjach, życiu codziennym lub o tym jak potoczyły się moje losy na tej największej wyspie świata, zapraszam do lektury mojej książki Nie mieszkam w igloo (premiera maj 2018).
Zobacz klimat świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra na Grenlandii na poniższym filmiku.
